© Paweł Baldwin

Fujifilm 56 mm f/1.2 APD – prawie test, czyli kadrów kilka z nowej portretówki

Gdy kilka tygodni temu przymierzałem się do testu szybkości zapisu kart pamięci SD Lexara, poprosiłem Joasię Czechowską z Fujifilm o wypożyczenie X-Pro2 „z jakimkolwiek obiektywem”. A ona – na pewno przez złośliwość – zamiast jakiegoś zmęczonego życiem kita, przysłała mi super-portretówkę, czyli Fujinona XF 56 mm F1.2 R APD.

I co, mieć w ręku taki obiektyw i nie przetestować go? Przetestować, przetestować, ale to nie takie proste. Sprzęt był mi potrzebny na króciutko, bo pomiary do testu kart to zaledwie kilka godzin. Dlatego aparat i obiektyw dostałem jednego dnia i miałem oddać następnego. O pełnym teście nie było mowy. Jednak tego „następnego” dnia udało mi się wykroić godzinkę czasu, listopadowe słońce szczęśliwie dopisało, więc trochę kadrów ustrzeliłem .

Zanim pokażę zdjęcia, kilka słów o samym „szkiełku”. Za jego najistotniejszą cechę można by uznać jasność f/1.2. I słusznie, bo to najjaśniejsza na rynku optyka AF dedykowana do aparatów APSC. Choć oczywiście, canonowskie fullfrejmowe 50 mm i 85 mm f/1.2, też można podpiąć pod niepełnoklatkowe Canony. Ale dla mnie bardziej liczy się wbudowany element (filtr) apodyzacyjny (APD), pomagający ładniej odwzorować nieostrości. Pierwszym takim obiektywem na świecie (i długo jedynym) była Minolta STF 135 mm f/2.8 T4.5. Tę konstrukcję przejęło później Sony, ale ostatnio temat odżył za sprawą właśnie tego Fujinona oraz analogicznego obiektywu Laowy. A za horyzontem podobno czai się zapodyzowana stotrzydziestkapiątka Canona.

W portretówce Minolty elementem APD był – umieszczony blisko przysłony – układ dwóch soczewek. Wygląda na to, że w Fuji jest to neutralny filtr ściemniający się ku brzegom. Dodatkowo, w odróżnieniu od obiektywów Minolty / Sony i Laowy, w Fujinonie nie ma dodatkowej, oddzielnie obsługiwanej przysłony, płynnie regulującej wpływ elementu APD na zdjęcie. Pierścień przysłony jest jeden, więc dobiera się nim jednocześnie zarówno głębię ostrości, jak i poziom wpływu filtra APD na nieostrości.

Jak pewnie zauważyliście, w oznaczeniu obiektywu Minolty pojawiły się dwa oznaczenia dotyczące maksymalnego otworu względnego: f/2.8 i T4.5. Chodzi o to, że element apodyzacyjny zmniejsza ilość światła przechodzącego przez obiektyw. Minolta ma więc maksymalny otwór przysłony (mówiący o głębi ostrości) wynoszący f/2.8, ale światło o półtorej działki mniejsze, o czym mówi transmisja T4.5. Analogicznie jest w przypadku Fujinona, który można by opisać „f/1.2 T1.7” – co zresztą widać na zdjęciu wyżej, przy pierścieniu przysłony. Różnica pomiędzy „geometrycznym” otworem, a „jasnością” jest więc mniejsza niż w STFie Minolty, wynosi tylko 1 EV. Wraz z przymykaniem przysłony zmniejsza się zarówno ta różnica, jak i wpływ filtra APD na zdjęcie.

Zanim zaprezentuję zdjęcia, dla porządku jeszcze kilka faktów technicznych. Fujinon zawiera 11 soczewek, w tym jedną asferyczną i dwie ze szkła o niskiej dyspersji. Ma 7-listkową przysłonę, przymykaną co 1/3 działki maksymalnie do f/16 i dającą okrągły otwór – choć Fuji nie deklaruje, w jakim zakresie przymknięć. Obiektyw liczy troszkę ponad 7 cm długości i nieco poniżej 7 cm średnicy. Waży ok. 400 g i korzysta z filtrów 62 mm. Minimalna odległość ostrzenia to 0,7 m – trochę sporo, choć jak na portretówkę, to OK. Za automatyczne ogniskowanie odpowiada ultradźwiękowy mikrosilnik. Podobno ten autofokus działa wolniej niż w wersji „nie-APD”. Jednak nie miałem okazji porównać, a na szybkość AF w 56 mm APD nie narzekałem.

Mnie obiektyw bardzo przypadł do gustu. Ostrościom i nieostrościom obrazu nic nie mogę zarzucić. Winietowanie niby jest, ale łagodne i niezbyt silne. Przy otwartej przysłonie można się dopatrzyć słabych obwódek osiowej aberracji chromatycznej, ale nie dają one podstaw do narzekania. Miłe szkiełko!

Zobacz również: Oto prosty pomysł na świąteczny karnecik, który umili prezent Waszym najbliższym [zrób to sam]

Zapraszam do obejrzenia zdjęć. Wszystkie są zmniejszonymi JPEGami prosto z puszki. Zdaję sobie sprawę, że niektóre z nich wypadałoby „ruszyć”: ochłodzić, rozjaśnić, dokontrastować, wyprostować, ale celowo pozostawiłem je nietknięte. Jedynie pierwsze zdjęcie (baloniki) przyciąłem ok. 1/6 kadru z prawej i symbolicznie z dołu. X-Pro2 pracował w domyślnych ustawieniach, przy ISO 200. Bardzo przydawała się jego elektroniczna migawka, gdyż połączenie f/1.2 nawet z bladym, jesiennym słońcem, często skutkowało ekspozycjami wyraźnie krótszymi niż 1/8000 s. Część prezentowanych kadrów publikuję w dwóch wersjach z różnymi przymknięciami przysłony. A właściwie to z jednym „nieprzymknięciem” (czyli f/1.2) i jednym przymknięciem, którego wartość deklaruję w podpisie.

Na moim blogu ostatnio opublikowałem także:

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy obiektywów

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Sony A7 II - test funkcji wideo Nikon D5100 - wideoprzegląd Olympus OM-D E-M5 - technologia XXI wieku w obudowie sprzed lat [wideotest] DJI Osmo Action to moje marzenie. Kamerka sprawdziła się idealnie Olympus E-P2 - test część 1 The New iPad - czy może być przydatnym narzędziem dla fotografa? Thule Covert DSLR Rolltop - plecak fotograficzny dla aktywnych mieszczuchów [test] Nowy wzorzec standardowego zooma? Test Nikkora 24-70 mm f/2.8E ED VR Sony RX100 III - małe jest jeszcze lepsze [test] Albumy fotograficzne z manufaktury Bodzioch - recenzja Olympus M.Zuiko Digital ED 12-100 mm f/4 IS PRO to mistrz! Test uniwersalnego obiektywu Test: Wszystkorobiący, kompaktowy Samsung NV9