Wpadł mi w ręce Zeiss, czyli teścik Distagona FE 35/1,4

Wpadł mi on w ręce dość niespodziewanie, a na dodatek prawie nie miałem czasu na pofotografowanie nim. Ani czasu, ani pogody. Ale przecież grzechem byłoby nie przestrzelać go. Założyłem go więc do Zorki 5 i zrobiłem kilka zdjęć. No dobra, do trochę nowszej wersji Zorki, znanej lepiej pod kodową nazwą A7R. Wiem, wiem, lepiej byłoby podziałać z A7R II, ale po pierwsze nie byłem w stanie się do niej dopchać, a po drugie, 42 a 36 megapikseli to nie taka znowu duża różnica. Poza tym jak się nie ma co się lubi, to się lubi 36 Mpx. Ciężka dola fotografa-testera!

© Paweł Baldwin

© Paweł Baldwin

© Paweł Baldwin

Ten Zeiss to wielkie bydlę. W każdym razie odnosząc do gabarytów bezlusterkowców Sony. Ale tak naprawdę, to tylko 112 mm długości (z osłoną ok. 150 mm), 79 mm średnicy (filtry 72 mm) i 630 g masy własnej. Czyli nie ma co narzekać. Zwłaszcza, że gdy fotografuje się parą Zeiss + A7R, wcale nie wyczuwa się wyraźnego ciążenia na łeb – używając języka lotników. To pewnie dlatego, że gdy obiektyw podpieramy od dołu, a palce trafiają na pierścień ostrości, aparat ładnie opiera się na nasadzie dłoni. Wspomniany pierścień jest szeroki, drobno ząbkowany i stawia lekki, płynny, tłusty opór. Idealnie! No, z wyjątkiem braku skali odległości. Dobre choć to, że możemy ją zobaczyć na ekranie lub w wizjerze aparatu. Najmniejszą z oglądanych tam wartości jest 0,3 m. Czyli zupełnie przyzwoicie, bo to zaledwie 13 cm od przodu osłony przeciwsłonecznej. Ale na dużą skalę odwzorowania nie liczmy – maksimum to 1:5,6. Z drugiej strony, jak na szeroki kąt to niezły wynik.

Nieoczekiwana nowość: prawdziwy pierścień przysłony. Skalę rozpisano szeroko, dzięki czemu nie ma problemów z precyzyjnym ustawianiem przysłony co 1/3 działki. Jednak to co jest zaletą spowodowało, że spora część pierścienia nie jest ząbkowana i ślizga się pod palcami. W każdym razie mi się to zdarzało. Można tego uniknąć przełączając pierścień w pozycję A. Wbrew pozorom nie służy ona zmianie automatyki naświetlania, a przekazaniu ręcznego sterowania przysłoną na gałkę aparatu. Natomiast przełącznik widoczny na prawym zdjęciu zmienia skokowy pierścień przysłon w bezstopniowy. Bezstopniowy i cichy, co bardzo spodoba się filmowcom.
© Paweł Baldwin
Źródło: Sony

Pod względem optycznym, Zeiss 35/1,4 składa się z 12 soczewek, w tym 3 asferycznych. Wewnątrz całkowicie metalowej i uszczelnionej obudowy, znajdziemy też liniowy (a nie pierścieniowy) ultradźwiękowy silnik autofokusa, nazywany DDSSM (Direct Drive Super Sonic wave Motor). Jest on zupełnie cichy i w miarę szybki – nawet gdy autofokus ma problemy i musi dwukrotnie zwiedzić całą skalę odległości. Przy okazji: zaskoczył mnie autofokus Sony A7R. Miałem okazję testować go wkrótce po premierze i uznałem za jedno z gorszych w klasie bezlusterkowców wcieleń kontrastowego AF. A teraz okazało się, że aparat wsparty softem 2.0 radzi sobie dobrze nawet w słabym świetle, przy niedużym kontraście obiektu i korzystaniu z najmniejszej ramki ostrości. Bardzo miła niespodzianka!
A niespodzianką niemiłą jest oczywiście cena, ciut tylko niższa od 7000 zł. Dużo, ale w klasie „35/1,4” znajdzie się obiektyw o tysiąc złotych droższy. Nie, nie mam na myśli tylko Leiki, a drugą wersję optyki Canona. Ale już pozostali konkurenci są tańsi: Nikkor o duże kilkaset złotych, a Sony (bagnet A) i starsza wersja Canona o 2,5–3 tysiące. No i jest jeszcze przekleństwo obiektywów firmowych, czyli trzydziestkapiątka Sigmy – nie dość że rewelacyjna, to kosztująca obecnie zaledwie 3000 zł.
Zamiast jednak przerażać się ceną, wolę cieszyć się jakością zdjęć tworzonych przez Distagona. Dystorsji prawie nie ma, ale jak ktoś się uprze, to dopatrzy się leciutkiej, trochę wąsowatej „beczki”. Boczna aberracja chromatyczna została dobrze opanowana i nie ma co się nią martwić. Jednak jej osiowa „odmiana” już nie, co zresztą nie dziwi w tak jasnej optyce. Pomaga lekkie przymknięcie przysłony.

Te wycinki z prezentowanych niżej zdjęć, pokazują osiową aberrację chromatyczną dla otwartej przysłony oraz f/2,8. Całkowicie znika ona dopiero przy f/5,6.
© Paweł Baldwin

Jednak już na winietowanie trzeba wytoczyć ciężką artylerię, najlepiej korekcję wbudowaną w aparat. Bo bez niej, samym przymykaniem przysłony, niełatwo uzyskać bardzo dobre rezultaty. Niemniej przy f/5,6, winietowanie choć wcale nie słabe, narasta w kierunku rogów klatki płynnie i już nie przeszkadza. Co jest niespodziewanie dobrym wynikiem, gdyż przy f/1,4 ściemnienie naroży kadru, nie dość że ostre, to sięga ponad 2,5 EV. Gdy więc mamy zamiar pracować mocno otwartym obiektywem, a jednocześnie uważamy że „winieta”, choć modna, wcale nie jest pożądana, włączmy korekcję winietowania. Jej twórcy, dla tego obiektywu zaprojektowali ją kompromisowo – i całe szczęście. Nie próbowali zupełnie jej likwidować, gdyż mogłoby to wyciągać mnóstwo szumów, ale trochę ją osłabili, a trochę złagodzili przebieg. Efekt zdjęciowy zdecydowanie nie jest idealny, ale akceptowalny owszem.
Na trzech zdjęciach w galerii poniżej, możemy ocenić plastykę obrazu. O ile nieostre punkty wyglądają nieźle, o tyle w gałęziach widać sporo „nerwowości”. Korekcja winietowania była wyłączona, więc na pierwszym ze zdjęć widzimy winietowanie Zeissa w pełnej krasie. Cóż, w porównaniu z efektami uzyskanymi w teście studyjnym to mały pikuś. Widać przejście ze studia w plener łagodzi obyczaje tego obiektywu.

No, a co z ostrością? Dobrze, a właściwie nawet bardzo dobrze. Bo chyba nikt nie spodziewa się po optyce f/1,4 brzytwy przy otwartej przysłonie, prawda? W środku klatki dobrze jest już przy f/2, a bardzo dobrze przy f/2,8. Jeśli ktoś woli pracować blisko ideału, zapraszam do przedziału f/4–5,6. To pozwoli też uzyskać znacznie lepsze wyniki na brzegach kadru. One przy otwartej przysłonie nie zachwycają, ale też nie mam żadnych powodów, żeby się nad nimi znęcać. Tyle, że f/2 nie oznacza jeszcze poprawy, a dopiero f/2,8. Przejście na f/4 to wyraźny skok ostrości.

Kadr, z którego pochodzą wycinki prezentujące ostrość obrazu.
© Paweł Baldwin
Wycinki z centrum klatki.
Pełna rozdzielczość
© Paweł Baldwin
Wycinki z brzegu kadru. Nie zaprezentowałem efektów dla f/2, ale one niczym nie różniły się od tych dla otwartej przysłony. Wycinek dla f/1,4 jest zauważanie ciemniejszy od pozostałych i to pomimo że zdjęcie wykonałem przy włączonej korekcji winietowania. Po prostu twórcy obiektywu i towarzyszącego mu oprogramowania woleli nie korygować do końca bardzo silnego winietowania pojawiającego się przy otwartej przysłonie. 
Pełna rozdzielczość
© Paweł Baldwin
Z tego kadru, sfotografowanego przy kilku przysłonach wyciąłem fragmenty, które prezentuję poniżej. Spodobała mi się plastyka tych zdjęć, zarówno w ostrych, jak i nieostrych obszarach klatki. Zdjęcia wykonałem przy ISO 800 bez redukcji szumów.
© Paweł Baldwin
Pełna rozdzielczość
© Paweł Baldwin

I tyle! Distagon T* 35 mm f/1,4 ZA to naprawdę świetny obiektyw. Racja, duży – ale to przywilej tak jasnych trzydziestekpiątek. Racja, drogi, ale Canon jest droższy – a to już punkt dla Zeissa. Racja, przy f/1,4 strasznie winietuje, ale czymś trzeba było zapłacić za bardzo dobrą ostrość obrazu. Reszta wad mało się liczy, a jeśli już którąś miałbym skrytykować, to trochę za bardzo widoczną osiową aberrację chromatyczną. Spodobał mi się ten obiektyw!

Podoba mi się:

  • wysoka jakość obrazu (niemal pod każdym względem)
  • ergonomia

Nie podoba mi się:

  • winietowanie!
  • cena

Na moim blogu ostatnio opublikowałem także:

Zapraszam serdecznie!

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy obiektywów

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy:

Kilka miesięcy z Samsungiem Galaxy NX. Nowy "klasyk" ze smartfonem za plecami Thule Covert DSLR - plecak miejski z pięknym wzornictwem [recenzja] Sony RX100 IV w podróży - pełny test slow-motion, filmów 4K i zdjęć z Izraela Sigma 20 mm f/1.4 ART - bardzo jasny, bardzo szeroki i bardzo dobry [recenzja] Panasonic Lumix FZ300 - test aparatu z ogniskową 600 mm, światłem f/2.8 i filmami 4K Sony A7S II - test pogromcy szumów Jeden dzień w Budapeszcie z obiektywem Tamron SP 35 mm f/1.8 Di VC USD [recenzja] Sigma 20 mm F1.4 DG HSM - zdjęcia przykładowe Zeiss Batis 25 mm f/2 - legendarna jakość w nowoczesnym wydaniu [recenzja] Sony HX90 - garść zdjęć przykładowych z Dubaju Canon EOS M10 - zdjęcia przykładowe i pierwsze wrażenia Tamron SP 35mm f/1.8 Di VC USD - nowy konkurent na mocnym rynku [recenzja] Sony a6000 jako aparat do reportażu ulicznego Leica SL - pierwsze wrażenia, zdjęcia przykładowe i porównanie z Sony A7 II Jasność, widzę jasność! – Sigma 24-35/2 [test] Trzydziestka piątka kontra trzydziestka piątka czyli Sony A7 + Sony Zeiss Sonnar T* FE 35 mm f/2,8 ZA i Canon FD 35 mm f/2,8 Joby Gorillapod SLR-Zoom czyli małpa trzymająca lustrzankę z zoomem Samyang 21 mm f/1.4 ED AS UMC - manualna, jasna szeroka stałka w dobrej cenie [recenzja] Lowepro DryZone BP 40L - wodoodporny plecak [recenzja] Asus ZenBook Pro UX501 jako narzędzie pracy na Fotoblogia.pl [recenzja] WD My Cloud EX2100 8 TB - domowa chmura dla wymagających fotografów [test] Fujifilm Instax mini 70 - pierwsze wrażenia z premiery Wacom Intuos Photo S - amatorski tablet zdefiniowany na nowo [test] Sony Zeiss Vario-Tessar T* FE 16-35mm f/4 ZA OSS - zdjęcia przykładowe

Popularne w tym tygodniu:

2 miesiące z Fujifilm X100F. Zabrałem go do Chin i pokochałem [test] Impossible I-1 – czy współczesny Polaroid jest chociaż zbliżony do oryginałów? [test] Voigtländer 40 mm F 2,8 Heliar - zadziwiający obiektyw! Laptop dla fotografa - jak sprawdzi się Microsoft Surface Pro 4? WD My Passport SSD - 256 GB pamięci na 41-gramowym dysku [test]