Canon EF-S 24 mm f/2,8 STM - słodki naleśnik [test]

Ba, wręcz naleśniczek – o średnicy 68 mm, płaski na niecałe 23 mm i ważący zaledwie 125 g. Równie skromnie prezentuje się liczba jego soczewek (6 w 5 grupach), listków przysłony (7) i średnica mocowania filtra (52 mm), a wisienką na torcie jest minimalna odległość ostrzenia wynosząca tylko 16 cm. I w ten sposób kwestię danych technicznych obiektywu obskoczyłem już we wstępie do artykułu. Niemniej w jego dalszym ciągu też znajdzie się miejsce na konkrety.

© Paweł Baldwin

© Paweł Baldwin

Płaski obiektyw plus nieduża lustrzanka – świetna para do dyskretnego fotografowania.
© Paweł Baldwin

Obiektyw ma ogniskową 24 mm, a oznaczenie EF-S mówi o kryciu obrazem jedynie pola klatki APS-C. W niepełnoklatkowych Canonach 24 mm „tłumaczy się” na małoobrazkowe 38 mm z hakiem. I ta liczba była istotnym argumentem, by tę stałeczkę przetestować. Bo ja bardzo lubię takie kąty widzenia. Pewnie dlatego, że moim pierwszym aparatem była Smiena z obiektywem 40 mm, a ta ogniskowa powtórzyła się później jeszcze w posiadanych przeze mnie Minoltach Hi-Matic i AF Tele-Super. I tak mi już zostało. Niby bardziej cenię sposób widzenia troszkę dłuższych obiektywów (43–45 mm), a we wnętrzach wolę pracować trzydziestkąpiątką, lecz właśnie najbliższe okolice 40 mm uważam za kwintesencję uniwersalności. A fotografuje się jeszcze przyjemniej, gdy taki obiektyw tworzy zgrabną parę z niedużą lustrzanką. Świeża nowość Canona, EOS 760D świetnie się do tego celu nadał.

Wielkość tego obiektywu świetnie ilustruje to porównanie z tylnym kapturkiem.
© Paweł Baldwin
Na obudowie obiektywu miejsca jest tak mało, że ledwo zmieścił się wyłącznik autofokusa.
© Paweł Baldwin

Parą 24 STM i EOSem 760D bardzo przyjemnie mi się pracowało. Silnik autofokusa STM działa cichutko, choć wcale nie rewelacyjnie szybko. Widać to zwłaszcza wtedy, gdy nie potrafi wyostrzyć i musi jechać do końca zakresu i z powrotem. Ale cóż, 16 cm minimalnego dystansu to naprawdę mało, więc droga jest długa. Ogniskowanie nie jest wewnętrzne – ustawianie ostrości polega na ruchu całej optyki. Ostrzenie ręczne jest mało ręczne, gdyż jest to zwykły Power Focus. Ale odbywa się to komfortowo i płynnie, choć oczywiście brakuje skali odległości. Tyle, że gdyby ręczne ostrzenie odbywało się mechanicznie, to skali też by przecież nie było. Po prostu by się nie zmieściła. Na obudowie ledwo starczyło miejsca na przełącznik AF/MF. Z przodu brak też bagnetowego mocowania osłony przeciwsłonecznej – jeśli jej potrzebujemy, musimy korzystać z gwintu filtrów.

Ostrość tworzonego obrazu nie daje podstaw do narzekań. W centrum kadru obiektyw już przy otwartej przysłonie „wyciąga” z 24-megapikselowej matrycy EOSa 760D 2800 lph. I ten wynik utrzymuje się aż do f/8 włącznie. Dopiero przy f/11 dyfrakcja na przysłonie trochę daje znać o sobie, a f/16 jest z tego powodu raczej mało użyteczna. Brzegi klatki bez zarzutu: 2600 lph przy f/2,8, 2700 lph przy f/4, a potem i tu widzimy tyle co w środku klatki, czyli 2800 lph.

© Paweł Baldwin

Oczywiście tylko do granicznej przysłony f/8. Te wyniki z testu studyjnego w pełni potwierdziły się na zdjęciach plenerowych. O ile przy otwartej przysłonie dość dobrze widać różnicę ostrości środek / brzeg, o tyle przy f/4 już tylko troszkę.

Wycinki z okolic środka i brzegu klatki dla przysłon od pełnej dziury do f/11. 
Pełna rozdzielczość
© Paweł Baldwin

Sytuacja powtarza się przy winietowaniu – dla f/2,8 silnemu, choć przebiegającemu przez klatkę raczej łagodnie. Niemniej tego ściemnienia rogów kadru aż o 2 EV nie da się ukryć. Przymykanie obiektywu zdecydowanie pomaga — wyraźnie, choć nie w pełni dla f/4 i praktycznie całkowicie dla f/5,6. Jeśli nie chcemy przymykać, a winietowania nie lubimy, skorzystajmy z funkcji jego usuwania wbudowanej w aparat. Użyta przy otwartej przysłonie, kompensuje ściemnienie rogów klatki równie skutecznie, jak przymknięcie przysłony do f/5,6. Kolejną skuteczną automatyczną korekcją, jest ta służąca usuwaniu bocznej aberracji chromatycznej. Tę wadę dość wyraźnie widać przy otwartej przysłonie, a nieco mniej po przymknięciu. Korekcja, czy to z aparatu, czy też z wołarki RAWów, usuwa ją efektywnie i bezśladowo.

Winietowanie bez korekcji dla pełnego otworu przysłony oraz przymkniętej o działkę i dwie. Na koniec efekt z korekcją przy f/2,8.
© Paweł Baldwin

Trzecia korekcja? Owszem, jest, służy usuwaniu dystorsji – w oryginale 1,7-procentowej „beczki”. Problem miałem jednak taki, że dystorsja poduszkowata wprowadzana przez układ celownikowy EOSa 760D świetnie maskowała tę wadę obiektywu. I dopiero na zdjęciu „beczka” wyłaziła, pomimo, że w wizjerze jej nie było. Jeśli zapisujemy JPEGi, najlepiej od razu aktywujmy wszystkie trzy korekcje.

Główny kadr, to zdjęcie wykonane bez korekcji dystorsji, a pasek na górze pokazuje dystorsję skorygowaną przez aparat.
© Paweł Baldwin

Przydałaby się jeszcze czwarta, usuwająca skutki świecenia ostrego światła wprost w obiektyw. Niestety czegoś takiego nikt jeszcze nie wymyślił, a temu obiektywowi rzecz bardzo by się przydała. Co prawda nie tworzy on blików, ale wokół źródła światła powstaje spora biała plama, a reszta kadru mocno traci na kontraście. Szczególnie przeszkadza to przy otwartej przysłonie, choć po przymknięciu (nawet nie bardzo mocnym) mniej. Ale do ideału, czy nawet jego dalekiego sąsiedztwa nie da rady się zbliżyć. Owo zachowanie się przy zdjęciach pod światło jest jedyną istotniejszą wadą tego szkiełka. Użycie osłony przeciwsłonecznej niewiele pomaga, gdyż przy słońcu świecącemu tuż spoza kadru negatywnych efektów brak, a gdy wprowadzimy je w pole widzenia, to osłona już nie pomoże.

© Paweł Baldwin
Minimalna odległość ostrzenia 16 cm oznacza fotografowanie naprawdę z bardzo bliska. Tyle, że przy stosunkowo krótkiej ogniskowej nie przekłada się to na dużą maksymalną skalę odwzorowania - 0,27 to maksimum, co wyciąga ten obiektyw.
© Paweł Baldwin
Ten sam kwiatek z nieco większej odległości, by pokazać więcej nieostrego tła. Wygląda ono nie najgorzej, ale bez rewelacji. Niektóre nieostre jasne punkty zamieniają się w pierścionki, a miejscami widać ślady rozdwajania krawędzi. Nie ma jednak co narzekać.
© Paweł Baldwin

I na koniec jeszcze jeden z obiecanych na początku artykułu konkretów – cena. Pasująca do innych parametrów obiektywu, bo też nieduża. Obiektyw jest bowiem do kupienia za 650 zł. To jedno z najtańszych szkiełek oferowanych przez Canona.

Bardzo mi się ten obiektyw spodobał. Oczywiście, że przyjemniej by się fotografowało optyką z maksymalnym otworem względnym o półtorej działki większym. Ale ona na pewno nie dorównywałoby temu naleśnikowi jakością obrazu, przede wszystkim ostrością. Zwłaszcza, gdyby plasowała się podobnie pod względem ceny. Ograniczenie jasności do f/2,8 pozwoliło skonstruować nie tylko obiektyw tworzący wysokiej jakości obraz, ale na dokładkę malutki. Duże brawa dla Canona!

Podoba mi się:

  • kompaktowość
  • wysoka jakość obrazu (niemal pod każdym względem)
  • cena

Nie podoba mi się:

  • zdjęcia pod światło

Na moim blogu ostatnio opublikowałem także:

Zapraszam serdecznie!

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy obiektywów

Podziel się:

Także w kategorii Testy:

Kilka miesięcy z Samsungiem Galaxy NX. Nowy "klasyk" ze smartfonem za plecami Zeiss Milvus 35 mm f/2 - przykładowe zdjęcia z najtańszego obiektywu w nowej serii Sony A7R Mark II - pierwszy, bezkompromisowy bezlusterkowiec na rynku [test] Zeiss Milvus 50 mm f/1.4 - zdjęcia przykładowe z premiery Canon 5Ds vs Canon 5D Mark III vs Nikon D810 - test nieobiektywny [cz.2] Zeiss Milvus 85 mm f/1.4 ZE - pierwsze zdjęcia przykładowe Bezlusterkowiec do 3000 zł - którego powinienem wybrać? [test grupowy] Sony RX100 IV - najlepszy aparat, który mieści się kieszeni [test] Sprawdzamy jak działa Bamboo Spark - analogowo-cyfrowy szkicownik firmy Wacom Sony Xperia Z5 - zdjęcia testowe, test szumów i porównanie z iPhonem 6 Canon 5Ds - aparat, w którym wszystko jest „bardziej" [cz.1] Olympus OM-D E-M10 Mark II - dobry krok naprzód [test] Sigma 24-35 mm f/2 Art - czy jest w stanie zastąpić trzy stałki? [recenzja] Leica Q – tradycja i nowoczesność bez kompromisów [test] Huion DWH69 - nowy gracz na rynku tabletów graficznych [test] Canon PowerShot G3X - sprawdzone rozwiązania w nowym wydaniu [test] Sony A7 II - troszkę po nowemu [test] Sony RX100 IV - pierwsze przykładowe zdjęcia Olympus Stylus Tough TG-860 - szerokokątny twardziel w wersji light [test] Canon EOS 760D - bardzo dobry, ale nie celujący [test] Panasonic G7 - komfort i jakość zdjęć przede wszystkim [test] Uchwyt Peak Design Capture Pro – część II. Tym razem turystycznie Canon EOS 5Ds R - wojna na megapiksele ma się dobrze [wideotest] Canon EOS 760D - mały, lekki, sympatyczny [test]

Popularne w tym tygodniu:

2 miesiące z Fujifilm X100F. Zabrałem go do Chin i pokochałem [test] Voigtländer 40 mm F 2,8 Heliar - zadziwiający obiektyw! Laptop dla fotografa - jak sprawdzi się Microsoft Surface Pro 4? WD My Passport SSD - 256 GB pamięci na 41-gramowym dysku [test]